wtorek, 26 sierpnia 2014

Jak przygotować się do pierwszego dnia w przedszkolu? - PORADNIK ALTERNATYWNY

Za kilka dni internet zostanie opanowany przez ten obrazek:

Tak wyglądają matki, których dzieci już wydeptały ścieżkę do przedszkola lub szkoły i 1 września rozpoczną kolejny rok przygody z systemem edukacji.
A co z tymi matkami, która oddaje do placówki swoje dziecko po raz pierwszy w życiu? No cóż...

3 lata temu proces adaptacji w przedszkolu przeżyła Córka Starsza, a w tym roku kolej na Młodszą. Teoretycznie powinno mi być lżej, bo wiem co nas czeka, ale to jest trochę jak z porodem. Do pierwszego podchodzi się z oczywistym lękiem, ale wszystko przyćmiewa entuzjazm pierworódki. Do drugiego porodu podchodzisz z oczywistym lękiem i... bez entuzjazmu, bo dokładnie wiesz co cię czeka.
No właśnie...

Mądrze o tym jak przygotować dziecko do rozpoczęcia edukacji przedszkolnej pisały Nishka (TUTAJ) i Marta (TUTAJ). Pierwsza jest socjologiem, druga pedagogiem (i to z doświadczeniem przedszkolanki!) - warto więc zerknąć. 

Ja jestem pedagogiem (i to opiekuńczo - wychowawczym) oraz doświadczoną matką, która za parę dni umknie z przedszkola pozostawiając w jego zalanym łzami wnętrzu swoje drugie dziecko.
Przeczytajcie więc poradnik alternatywny. Alternatywny, bo nie dotyczy dzieci (one sobie jakoś poradzą), a skierowany do nas - rodziców. To na nas bowiem spoczywa największy ciężar: naciśnięcie klamki, przejście przez próg i zamknięcie drzwi. Od zewnątrz... 


PORADNIK ALTERNATYWNY

1. Przygotuj się na to, że dziecko będzie płakać. Zacznie już w drodze do placówki, albo po przekroczeniu jej progu, albo przy zmianie obuwia, albo przy wchodzeniu do sali, albo...  Będzie i już (no chyba, że są dzieci, które nie płaczą, ale z tym jest jak z Yeti - wszyscy słyszeli, nieliczni widzieli).

2. Ty również będziesz płakać (tudzież uronisz łzę). Różnica jest taka, że tobie nie wolno rozpłakać się w drodze do placówki, albo po przekroczeniu jej progu, albo przy zmianie obuwia (to trudny moment, gdy pochylasz się nad tymi małymi stópkami...), albo przy wchodzeniu do sali... Ty możesz uronić łzę dopiero po zamknięciu za sobą drzwi. Od zewnątrz. (jak wyżej - podobno są matki, które się nie wzruszają, ale no wiecie... Yeti i te sprawy)

3. Jak już powiedziałeś A - musisz powiedzieć B. Jeżeli udało Wam się w jednym kawałku (emocjonalnym) dotrzeć do przedszkola - to nie ma odwrotu! Musisz dziecko w placówce zostawić. Jeżeli rozczulisz się przy zmianie obuwia (te małe stópki) i stwierdzisz, że dzisiaj nie dacie rady, po czym umkniecie z placówki - stworzysz PRECEDENS. A precedens ma to do siebie, że zostanie wykorzystany przeciwko Tobie. Jeśli dzisiaj można było zawrócić, to dlaczego by nie postąpić tak samo jutro i pojutrze?

4. Pożegnaj się po żołniersku, czyli krótko i na temat (przekleństw nie stosujemy). No nikt nie mówił, że żołnierze mają łatwo. Trzy buziaki (pamiętaj - dowódca z żołnierzem nie negocjuje!) i "wpychasz" dziecko do sali. Najlepiej złapać kontakt wzrokowy (błagalny) z którąś z pań przedszkolanek i wyartykułować bezgłośną prośbę (ba! rozkaz wręcz): BRAĆ! Idealna sytuacja to taka, w której pani przedszkolanka nie jest oblepiona dziesiątką płaczków i może twoje przygarnąć na tzw. kolanko.

5. Wyposaż dziecko w "gadżety" -  to poprawi twoje złe samopoczucie. Przytulanka przytulanką. Do przytulanki dziecko może się w przedszkolu przytulić i pochlipać w nią. No fajnie, ale przecież nie o to nam chodzi, żeby chlipało. Daj dziecku do przedszkola zabawkę, którą lubi, o której będzie mogło opowiedzieć, pokazać jak działa albo jak się nią bawi. To może odwrócić jego uwagę od... chlipania do przytulanki. Kucyki, samochód, samolot, książeczka - cokolwiek czym się zajmuje w domu, czym będzie mogło "zabłysnąć" w grupie rówieśniczej (podobno są przedszkola, do których nie można przynosić swoich zabawek - ja nie mam takich doświadczeń). 

6. Zminimalizuj poranne dramaty. Życie z zasady jest dramatyczne i pełne niespodziewanych zwrotów akcji. Niektóre dramaty można przewidzieć - afera o wstawanie, afera o jedzenie, afera o ubieranie...
Wstawanie. Zasada jest taka, że jak dziecko wstawać nie musi - to wstaje o 5, a jak dziecko wstawać musi - to nie wstaje nawet o 7. Niech dziecko obudzi budzik, nie ty. W takiej konfiguracji to ty jesteś ta dobra/y: "oj obudził cię ten budzik pierdoła? No trudno, to już wstawaj".
Jedzenie. A weź olej. Po prostu. Niech dziecko wrzuci na ruszt cokolwiek, byle w brzuchu nie burczało. Wmuszenie zdrowego i wartościowego śniadanka w dziecko, które jeść nie chce może spowodować zaostrzenie porannego konfliktu. Po co ci to? Jak już oswoicie przedszkole - będziecie oswajać zdrowe śniadanka. Miesiąc wrzesień mianujcie miesiącem kanapki z dżemem, czy innym ociekającym cukrem misiem lubisiem...
Ubieranie. Jeśli tylko możesz sobie na to pozwolić - kup dziecku kilka koszulek lub sukienek (w zależności od płci i stosunku do gender). Niech dziecko samo je sobie wybierze, niech będą takie najfajniejsze i z serii "nie-mogę-się-doczekać-żeby-je-ubrać", niech one sobie powiszą nietykane w szafie i poczekają na przedszkole. Tak jak tobie raźniej w nowej kiecce (też sobie spraw, a co! No chyba że jesteś facetem i nie jesteś Szkotem - to nie sprawiaj, lepiej spraw sobie koszulkę czy nowy samochód) - tak i dziecku pewności doda Ben10, Kucyk Pony, Roszpunka lub inna licencja za nieprzyzwoite pieniądze (porada Extra - tylko dla rodziców dziewczynek: świetnie zdaje egzamin mały manekin w pokoju, na którym można dzień wcześniej przygotować zestaw. Przetestowałam, działa!).

7. Przygotuj zapchajdziury. To jeden z nielicznych przypadków, gdy warto przygotować sobie listę tematów do poruszenia z własnym dzieckiem w drodze do przedszkola. O grzybach, wiewiórkach, dziurze ozonowej - łotewer, byle nie eksploatować nadmiernie tematu przedszkola (zresztą w stanie w jakim jesteście ciężko ukryć zdenerwowanie - lepiej więc o tej dziurze ozonowej pogadać). Jeśli stres i / lub wzruszenie skutecznie uniemożliwiają ci konwersację - sięgnij po najskuteczniejszą zapchajdziurę, czyli krówkę mordosklejkę. Nic tak nie koi nerwów jak wspólne ciamkanie węglowodanów.

8. Pamiętaj, że tak jak pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, tak pierwszy dzień w przedszkolu o niczym nie świadczy. Stosunkowo często zdarza się, że pierwszy dzień to dzień względnego spokoju, dziecko uroniło jedną łzę, ale poszło, a ty sobie myślisz: "eeee, nie było tak źle. Pitolą w tych internetach!". Nastaje dzień drugi, wylana zostaje tona łez, dziecko zapiera się o próg (najpierw domu, a potem przedszkola), a ty już wiesz o czym pitolą. Właśnie o tym.
Pierwszego dnia dziecko często nie zdaje sobie do końca sprawy (mimo wszystkich wcześniejszych rozmów), z czym się to je i że was tam naprawdę nie będzie. Drugiego dnia dziecko nie ma już wątpliwości. 

9. Ignoruj przycisk RESET. Odbierając dziecko z przedszkola prawdopodobnie usłyszysz od niego, że było super, fajnie się bawiło, a pani Terenia gotuje rosół lepszy od twojego. W nocy nastąpi reset i rano dziecko będzie twierdziło, że przedszkola nie lubi, dzieci i panie są niefajne, a na obiad woli twoje przypalone mielone. I tak co noc. Serio!

10. Bądź nudna/y. Przedszkole jest tym atrakcyjniejsze, im większą jest alternatywą dla atrakcji domowych. Ponudźcie się kilka ostatnich wakacyjnych dni - wówczas wyjście do przedszkola będzie takim wow, prawie jak pójście do zoo (niewinna metafora!). 


PODSUMOWANIE:
Potrzebujesz rodzicu dwóch rzeczy, żeby przetrwać trudne początki:
herbaty z melisą i chusteczek higienicznych. 

Damy radę, a za rok będziemy skakać jak ta pani na obrazku.  





13 komentarzy:

  1. biorę, stosuję, mam ubaw (do poniedziałku)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam ubaw pisząc. Do poniedziałku... ;)

      Usuń
  2. O matko! Wy macie ubaw a ja tu ryczę! Już się wzruszam a co dopiero jak będę miała córę tam zostawić.. Matko, zastosuję się ale nie wiem jak to przetrwam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest ubaw pozorny i śmiech przez łzy - uwierz! Doświadczenie po pierwszym pozwoliło mi napisać to tak jak napisałam, ale ryczeć będę za drzwiami jak Ty, jak przy pierwszym wychuchańcu oddanym do placówki :)

      Usuń
  3. A ja swoje dziecię oddałam do żłobka w wieku 4 miesięcy (nie jestem wyrodną matką, nie miałam wyjścia, tyle trwał macierzyński). Takiemu maluchowi łatwo udało sie przyzwyczaić, u mnie obyło się bez łez (bo przecież nie narzeka, więc krzywda się mu nie dzieje). A teraz jak go zostawiam, to ani się za mną nie obejrzy jak zasuwa do zabawek czy innych dzieci. I wszyscy są zadowoleni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam głowę otwartą i nie musiałaś dodawać nawiasu o nie-byciu-wyrodną-matką! Ja Starszą zostawiłam pod opieką niani jak miała 15 miesięcy, po urodzeniu Młodszej nie wróciłam do pracy (wychowawczy), bo... nie mam wyjścia, nie pogodzę szkoły, przedszkola i pracy. Różnie się w życiu układa...
      A ad oddawaniu młodszego dziecka do placówki - to faktycznie jest plus, że się nie skarży, no i że jest zahartowane od małego...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. A ja się zastanawiałam skąd mam tyle wejść od Ciebie :* Genialnie napisane. Uśmiałam się i przybijam piątkę! Cenne rady idą jutro na moją tablicę fp (dzisiaj już Lucy się u mnie rozgościła więc, żeby tłoku nie było :P)

    OdpowiedzUsuń
  5. W poniedziałek średnia do zerówki, najstarsza do 1 klasy, a syn-cyc zostaje ze mną...
    Pkt 10!!! Staram się ostatnio taka być :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też mocno pracuję nad dziesiątką ;) Końcówka wakacji - końcówka mocy ;)

      Usuń
  6. Witam,trafiłam tu od Matki Jeszcze Nie Wariatki i dzięki Bogu! W pn zaczynamy przygodę z edukacją, Lidka ma 2,5 roku i do tej pory opiekowała się nią niania-do pracy wróciłam jak miała niecałe 7 msc. Oboje z mężem jesteśmy nauczycielami i znamy wartość przedszkola,ale serce mi się ściska na samą myśl,że ją tam zostawię. Postaram się zastosować do twoich rad. Bardzo dziękuję za ten tekst. Pozdrawiam serdecznie, Anna Pacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to umówmy się, że trzymamy za siebie kciuki i do boju! Damy radę! ;)

      Usuń
  7. Wróciłam sobie do Twojego tekstu już bogatsza w doświadczenia i powiem, że jednak to nie do końca tak z tym Yeti;)
    Myślałam, że nie dam rady, kilka miesięcy wcześniej się stresowałam, a jak przyszło co do czego, to dziecko ostawiłam bez większych emocji;) Punkt 4 zastosowany;)
    Całą wyprawkę od worka, przez ręczniczki po ubrania zakupiliśmy z Transformersami, więc już syn był trochę udobruchany:) Punkt 6 zastosowany:)
    Tylko nie wiem, jak tam mu w tym przedszkolu, bo zawsze mówi coś w tym stylu: "Było fajnie, cały czas płakałem";)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, na zdrowie!

AddThis