czwartek, 14 sierpnia 2014

Magiczne dziciństwo

Gdy miałam kilka lat (może 6, a może 7 lub 8) w dużym pokoju niewielkiego mieszkania na dziewiątym piętrze stała sofa. Sofa była paskudna (w kolorze zgniłej zielonkawej słomy - takie peerelowskie rokokoko) i absolutnie... fantastyczna!
Miała 6 lub 8 płaskich, sztywnych, prostokątnych poduszek (pewnie niewygodnych jak cholera, ale zupełnie mnie to wówczas nie obchodziło), które co do jednej można było ściągnąć i zbudować z nich: dom, tunel, barykadę, bazę... Zaś to co działo się pod sofą było czystą magią. Mieszkały tam bowiem Dziurdziele - krasnoludki, którym najwyraźniej nie przeszkadzał kiepski dizajn. Nigdy ich nie widziałam, ale nie miałam żadnych wątpliwości, że tam są. Miały pod tą sofą mały niebieski domek z czerwonym (chyba!) dachem. W domku była miseczka z wodą i spodeczek, na który wsypywałyśmy z młodszą siostrą okruszki chleba. Dziurdziele zjadały okruszki w ciągu dnia (wieczorem już nie było tych, które dawałyśmy im po śniadaniu), a nocą wypijały wodę (miseczka była pusta każdego ranka).
Gdy miałam 10 lat przeprowadziliśmy się do innego mieszkania. Nie przeprowadziła się z nami sofa i nie przeprowadziły się Dziurdziele...

Pod choinką prezenty zostawiał nam Aniołek. Jedliśmy wigilijną kolację, po czym sprzątaliśmy ze stołu i odnosiliśmy brudne naczynia do małej kuchni. Tata uchylał drzwi balkonowe, żeby się przewietrzyło i szedł do kuchni zmywać, a my: ja, moje siostra i mama - szłyśmy do małego pokoju i gapiłyśmy się w okno w nadziei, że uda nam się wypatrzeć Aniołka. Kiedyś faktycznie widziałam Aniołka - przycupnął skulony na parapecie, pewnie zmęczony roznoszeniem prezentów... Gdy tata kończył zmywać naczynia wchodziliśmy z powrotem do dużego pokoju - pod choinką zawsze leżały prezenty.

Na Wielkanoc drobne upominki przynosił nam Zajączek. Czasami zostawiał nam kartki z podpowiedziami, gdzie i ilu szukać prezentów... Szukałyśmy z zaangażowaniem nie dziwiąc się w ogóle, że jakiś zając zostawił prezenty (jak?) i  napisał liściki (czym?).

Od tego magicznego etapu mojego dzieciństwa minęło ponad 20 lat. A jednak emocje z tego odległego okresu życia są żywe i tak silne, że wciąż mimowolnie się uśmiecham na ich wspomnienie. Czuję niemal pod skórą tą radość, oczekiwanie, zaskoczenie... Dobrą robotę zrobiliście Mamo i Tato!
Tym lepszą, że zupełnie nie pamiętam tych chwil, w których z magii zostawały tylko magiczne drobinki, a magiczne dzieciństwo obracało się w magiczny pył i przechodziło w bolesny okres adolescencji...
Dziurdziele nie istniały, woda z ich miski wyparowywała w nocy, a okruszki ze spodeczka odkurzała Mama.
Tata odkręcał wodę w kuchni (wciąż słyszę szum tej wody, który tak długo był potwierdzeniem, że tata zmywa, a Aniołek robi swoje) i przemykał się do pokoju żeby poukładać prezenty pod choinką.
Upominki od Zajączka znalazłyśmy pewnego razu z siostrą w najwyższej szafce w dużym pokoju.

Dbam bardzo o to, żeby moje Córki również posmakowały tej magii i wiem, że mi się udaje...
Wiem, bo Córka Starsza budzi się w środku nocy i sprawdza, czy Wróżka Zębuszka włożyła jej pod poduszkę pieniążka. W Wielkanocny poranek (wczesny, za wczesny!) obie Córki biegają po domu szukając strzałek, które w nocy wycięłam i poprzyklejałam do podłogi, a które prowadzą do kolejnych drobnych upominków. W Wigilijny wieczór nie mogą się obie nadziwić jak to możliwe, że Aniołek z Mikołajem wiedzą o czym marzyły i że będą też u Babć i Dziadków i tam również zostawią dla Córek prezenty.
Może jeszcze zdążą zamieszkać u nas krasnoludki?

Nasze dzieciństwo ma ogromny wpływ na to jak będzie wyglądało dzieciństwo naszych dzieci. Możemy powielić dobre wzorce, albo - jeśli takowych nie mieliśmy - zrobić wszystko, żeby dzieciństwo naszych dzieci było lepsze, ciekawsze, pełniejsze.
Wpuśćmy do życia naszych dzieci magię.
Ona jest tym, co zapadnie w ich sercach i pamięci dzieci, nada kształt wspomnieniom. Ta magia będzie zawsze dowodem na to, że nam zależało, że się staraliśmy, że chciało nam się chcieć...

2 komentarze:

  1. Szanowna "Matko". Od niedawna też jestem Mamą i od dosłownie kilku dni zaczytuję się w Twoich tekstach. Właściwie zgadzam się z nimi całkowicie. Szczególnie wzruszyłam się tym, co opisujesz jako magiczne dzieciństwo. Tak zastanawiam się nad tą magią i sama z dziką radością chciałabym doświadczyć takich poszukiwań prezentów i emocji z nimi związanych, tęsknię do tego. Przez chwilę poczułam się małą dziewczynką.. Dziękuję za to. Można. Trzeba po prostu chcieć dać od siebie trochę więcej. KAŻDY będzie w stanie. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I wszelkiej pomyślności w matkowaniu :)

      Usuń

Komentuj, na zdrowie!

AddThis