środa, 10 sierpnia 2016

Karmienie piersią w miejscach publicznych dla opornych


Przez internety przetacza się afera pod hasłem: karmienie piersią w miejscach publicznych. Hamletowskie "be or not to be" to fraszka igraszka, przy "karmić czy nie karmić"...
Nie odezwałabym się ani słowem, bo z zasady nie angażuję się w spory, w których głównym argumentem jest fakt, że "moja racja jest mojsza niż twojsza". Ale...

Ale karmiłam piersią dwoje dzieci, po 11 miesięcy każde.
Zdarzało mi się je karmić również w miejscach publicznych (o zgrozo!). 
Czytam gazety, z których atakują mnie kobiece piersi reklamujące kremy z filtrami.
Jeżdżę po mieście pełnym kolorowych bilbordów, z których atakują mnie kobiece piersi reklamujące zajebiste fury, usługi murarskie, wulkanizację i armaturę łazienkową. 
Siedzę w internecie i z ekranu komputera, znienacka, atakują mnie kobiece piersi o różnych intencjach. 

I tak sobie myślę, że naprawdę szkoda kolejnych słów, które absolutnie nie trafią do tych, do których trafić powinny. 
Szkoda mojego (i waszego) czasu na tłumaczenie: co to znaczy być głodnym; co to znaczy być głodnym niemowlakiem; co to znaczy być matką głodnego niemowlaka; co to znaczy nakarmić głodnego, by zaspokoić jedną z podstawowych potrzeb człowieka (tak, niemowlak to też człowiek).
Szkoda mojego (i waszego) czasu na wyjaśnianie, że głodny niemowlak nie może wszamać frytki, ani schabowego, czy co tam aktualnie matka ma na talerzu. Niemowlak potrzebuje mleka.
Szkoda mojego (i waszego) czasu na objaśnianie, że matka też człowiek i może sobie bez ustalania z opinią publiczną wyjść z domu z niemowlakiem i w razie potrzeby, również bez ustalania tego z opinią publiczną, po prostu go nakarmić. Piersią. P i e r s i ą. Fuj.

Posłużę się więc "pismem obrazkowym". Może trafi.

Zdjęcia po lewej: ładne panie, z ładnymi piersiami.
Zdjęcia po prawej: niby te same ładne panie, z niby tymi samymi ładnymi piersiami, a jednak FUJ, bo... karmią (papierowego) dzidziusia.

   










                                                                        





No! I wszystko jasne!

W roli głównej wystąpiły modelki z gazet reklamujące bieliznę, kremy lub własne wdzięki oraz dzidziuś (czasami nieproporcjonalny), którego własnoręcznie narysowałam i wycięłam, i oblekłam w becik, gdyż nie chciało mi się rysować rąk i nóg.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, na zdrowie!

AddThis