sobota, 8 czerwca 2013

Jak skosić trawę i nie zwariować...

Córka Młodsza śpi. Córka Starsza bawi się z Koleżanką zza płota.
Poczytać czy skosić trawę? Poczytać - kosić - poczytać - kosić?
A kurde - skoszę! Niech będzie, żem przykładna żona i matka.


Wyciągnęłam sprzęt. Nakazałam Córce Starszej, coby wraz z Koleżanką zza płota nasłuchiwały, czy Córka Młodsza nie ryczy.

Koszę.
Kątem oka widzę, Córkę Starszą z Koleżanką - siedzą na tarasie, ale jakoś tak dziwnie, nic nie robią...
Koszę dalej.
Te dwie dalej siedzą, tylko teraz przegryzają czipsy popijając colą - jak w kinie kurde!
Koszę dalej.

Wyłączam kosiarkę, coby kosz na trawę opróżnić i w tej chwili dolatuje do mnie rozmowa Córki Starszej z Koleżanką:
Córka Starsza: ale nieźle to skosiła, nie?
Koleżanka: no w sumie ok.
Córka Starsza: ale długo jej zeszło, nie?
Koleżanka: no trochę.
Córka Starsza: ciekawe gdzie teraz będzie kosić...

 Liczę do dziesięciu, powtarzam sobie, że jestem oazą cholernego spokoju, po czym pytam:
Matka: a Wy się miałyście bawić, a co robicie?
Córka Starsza: bawimy się.
Matka: tak? a w co?
Córka Starsza: w kinie jesteśmy i oglądamy film o koszeniu trawy.

Jestem oazą spokoju!

4 komentarze:

  1. nie obijaj się niewolniku! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha! Padłam! Jak dobrze, że u mnie odkąd jestem "oazą spokoju" przy dzieciach, koszenie wykonuje tylko Mężul :)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, na zdrowie!

AddThis