poniedziałek, 5 maja 2014

Interes rzodkiewkowy

Córka Starsza ma łeb do interesów i dobre serce.

Po kolei jednak.
Blond łeb do interesów był łaskaw się ujawnić podczas spotkania w gronie najbliższej rodziny.
Otóż Babcia G. ma w ogródku rzodkiewki (bardzo dobre, nota bene). Córka Starsza sama rzodkiewek nie jada (no bo po co?), ale do wyrywania chętna. Polazła więc rzodkiewki wyrywać i tak się w wyrywaniu zapamiętała, że zrobiły się z tego 3 pęczki.




I co Córka Starsza zrobiła? No co?

Opyliła owe pęczki - dwa własnemu ojcu, jeden cioci.
Za łączną kwotę prawie 9-ciu ziko!
Ja wiem, że wczesne, że ekologiczne... No ale żeby 3 złote za pęczek?!

Bezpośrednio od Babci G. udaliśmy się do centrum szwedzkiego dizajnu, zwanego dalej Ikeą.
I tu okazało się, że właścicielka blond łba do interesów ma również dobre serce.
W szwedzkim sklepiku ze spożywką poprosiła Córka Starsza o dwie papierowe torebki, do których powybierała słodkości (3,49 za 100g), zapłaciła osobiście, po czym jedną z torebek wręczyła siostrze...



Córka Starsza: popatrz co ci siostra kupiła! Cieszysz się?
Córka Młodsza: no!
Córka Starsza: za swoją ciężko zarobioną kasę, wiesz?
Córka Młodsza: no!
Córka Starsza: a będziesz chciała, żebym ci jeszcze kiedyś coś kupiła?
Córka Młodsza: no!
Córka Starsza: to nie martw się. Siostra jeszcze zarobi! Babcia mówiła, że rzodkiewek już nie będzie, ale będą ogórki i fasolka, i agrest... Spoko! 



Także moi mili (tu zwracam się do rodziny podczytującej) na najbliższe spotkanie na działce proszę przygotować drobne, bo Córka Starsza jedzie na zarobek (ciężki!).
I żeby nie było chaotycznego przetrzepywania kieszeni i nie dochodziło do sytuacji ocierających się o absurd, kiedy to Babcia G. pożycza kasę Cioci płacąc tym samym za własną rzodkiewkę wydawaną komuś innemu! ;))


7 komentarzy:

  1. Usmialam sie jak fretka! :) Bardzo przedsiebiorcza macie Corke :D Ja mam taka siostrzenice, ze wszystko chce sprzedawac ;) smiejemy sie w rodzinie ze nie mozna jej sie narazac bo nas sprzeda na czarnym rynku i nawet sie nie dowiemy kiedy to nastapi ;)
    mama Pani Corki
    bernadett

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byle nie sprzedawała po kawałku - w całości jeszcze jakoś obleci... ;)

      Usuń
    2. niestety chyba jej chodzi o "czesci zamienne" wlasnie...:P

      Usuń
  2. hahahahaha dobra...Matka nie zginiecie z nia ;-)

    ale na marginesie pamiętam jak mialam cos kolo 7 moze 8 lat jezzilam z dziadkami na dzialke i tez zrywalam koperek marchew szczypiorek i salate potem to bralam szlam u babci na taki ureczek przed skle i sprzedawalam to byl moj pierwszy zarobek haha do czasu jak jakis facet wyczail ze tam taka jedna handluje i postawil taka żabe zielona i przepedził mnie..ech moje milione sie wtedy skonczyly ;-) ale jaka frajda była :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dziad! Mogłaś być lokalną bizneswoman! ;)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że punktem zbytu prowadzonego interesu stała się rodzina, bo jednak ogólny kapitał nie wzrósł, a towaru ubyło :) Niemniej, dziecko już się uczy tego, co może robić w przyszłości - nie muszą to być rzodkiewki.

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, na zdrowie!

AddThis