Każdy rodzic miewa chwile totalnej bezsilności, kiedy ręce (i cycki) opadają, kiedy nie chce mu się brać udziału w kolejnej zabawie w sklep, budować czterysta pięćdziesiątej ósmej wieży z klocków lego, omawiać przygód małpki George, piać z zachwytu nad rysunkiem podobnym do dwudziestu siedmiu poprzednich (namalowanych tego samego dnia), oglądać domowego występu baletowego w wykonaniu swojej absolutnie nieutalentowanej w tym kierunku pociechy, podawać picia (nie tego, innego, nie tego, różowego!), wydawać posiłku, którego i tak nikt nie doje...
Sposób nr 1:
Wysłać w tzw. krzoki (sprawdzone przez rodziców i bezpieczne oczywiście) mówiąc: "wydaje mi się, że w krzakach widziałam jednorożca (wersja dla chłopców: jajo dinozaura)"
Uwagi:
- słowo "wydaje mi się" jest kluczowe, wszak dzieci okłamywać się nie powinno, a wydawać to ci się może wszystko właściwie. Ba! Im jesteś bardziej zmęczona/y - tym więcej i bardziej ci się wydaje...
- jednorożec powinien być w twym opisie mały i różowy, a nie duży koń z rogiem (podobnie w wersji dla chłopców - raczej jajo dinozaura niż dinozaur we własnej osobie). Nie chodzi ci bowiem o to, żebyś sam/a musiała te krzoki przetrząsać - poszukiwane stworzenie nie może więc budzić lęku.
Język polski jest trudny i bogaty.
Te wszystkie odmiany przez wszystkie możliwe przypadki, te wszystkie ż, rz, ó, u, h i ch.
Mamy dużo słów wieloznacznych, słów wiele znaczących, wiele znaczeń słów, niedomówień, powiedzeń i dopowiedzeń...
Gdy miałam kilka lat (może 6, a może 7 lub 8) w dużym pokoju niewielkiego mieszkania na dziewiątym piętrze stała sofa. Sofa była paskudna (w kolorze zgniłej zielonkawej słomy - takie peerelowskie rokokoko) i absolutnie... fantastyczna!
Przyprawianie przyprawami bywa metaforyczne. Prym (nie Prymat!) wiedzie tu wyróżniony wyżej pieprz. Pieprzyć można pieprzem białym, czarny lub ziołowym, zmielonym lub nie...
Pieprzenie jest tak wieloznaczne, że ciężko się oprzeć chęci używania pieprzu. Ba! Nadużywania wręcz!
Stare porzekadło sugeruje, że przez żołądek można trafić do serca mężczyzny. To ponoć droga pewna i krótka, gdyż mężczyzna ze swej natury jest łasuchem i zjeść dobrze lubi. W teorii chodzi o to, że jeśli kobieta wespnie się na szczyty swych kulinarnych umiejętności gotując dla swojego mężczyzny - to mężczyzna ów zapała miłością do owej kobiety. W praktyce prawdopodobnie chodzi zaś o to, że jak chłop czuje w żołądku ciepłą strawę to mu się owo ciepło po trzewiach rozlewa i korzysta na tym serce - wiadomo, że jak jest ciepło to zakochać się łatwiej (np wiosną).