Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2014

Magiczne dziciństwo

Gdy miałam kilka lat (może 6, a może 7 lub 8) w dużym pokoju niewielkiego mieszkania na dziewiątym piętrze stała sofa. Sofa była paskudna (w kolorze zgniłej zielonkawej słomy - takie peerelowskie rokokoko) i absolutnie... fantastyczna!

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Wehikuł czasu

Mam problem ze wspomnieniami. Ewidentny.
Ewidentnie wspomnienia mnie przygniatają, ich ładunek emocjonalny ciąży, a nieodwracalność kolejnych zdarzeń przygnębia.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Starość

Do Sąsiadów zza płota przyjechała na dłuuugi weekend rodzina. 
Konkretnie: 2 osoby. W bardzo konkretnym wieku: babcia (lat 86) i dziadek (lat 85).

Jeżeli mam dożyć tak sędziwego wieku to życzyłabym sobie dożyć go właśnie tak, jak Oni.
Takiej starości bym się nie bała.
Samodzielnej, zaradnej, optymistycznej, niebolącej...

Cieszyłam oczy tą STAROŚCIĄ, chłonęłam ją - popijając kawą i częstując się domowym ciastem...

***
Poznali się 10 lat temu - Ona była wówczas wdową od 7 lat, On był wdowcem od roku.

Dziadek: ja już na Babcię miałem oko wcześniej, ale dopiero jak Żona zmarła, to się na Babcię zaczaiłem.
Babcia: no zaczaiłeś się, jak cholera! Wcale się nie czaiłeś...
Dziadek: ... i zaproponowałem chodzenie, ale krótkie, bo przecież długo chodzić nie będziemy w tym wieku... Więc po pół roku chodzenia wzięliśmy ślub.

***
Babcia ma swój dom i Dziadek ma swój dom - po ślubie zamieszali razem w domu Babci.

Babcia: Dziadek to wcześnie rano wstaje i na rowerze po bułki jedzie. A jak jedzie po bułki, to po drodze wstępuje do tego swojego domu i go sobie wietrzy...
Dziadek: tak, bo Babcia stwierdziła, że Ona woli u siebie, jakbym gdzieś na lewiznę poszedł, albo umarł, to Ona u siebie będzie

***
Piątek, przed 12 w południe, raczymy się kawą, plotkujemy... Z pokoju wylania się Babcia...
Babcia: łoo matko, czemuście mnie nie obudzili, na Anioł Pański zaraz będą dzwonić... A Dziadek gdzie polazł? Muszę go iść poszukać, coby mi się na jakąś babę nie zapatrzył. A śniadanie to jadł? Muszę zapytać...

Poszła.

***
Babcia wyciąga siatkę leków. Zażywa jedną tabletkę po drugiej. Pytamy na co te piguły i czy coś Jej dolega.

Babcia: eee tam dolega. To wymysły doktorki, ale miła jest to jej słucham. Mi to tylko ręka dolega, co to sobie ją na rowerze uszkodziłam dwa miesiące temu...



Zdjęcie z archiwum Teatru Polonia




poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Nikogo tu nie ma!

Córki bawiły się wczoraj z Jaśniemężem w chowanego.
Zabawa na dłuższą metę nudna jak cholera.

Jaśniemąż liczy, Córki się chowają w pokoju Starszej, w łóżku.
Jaśniemąż udaje, że nie może znaleźć, w końcu znajduje.
Radość.

Córki liczą, Jaśniemąż chowa się w sypialni, za zasłoną.
Córki szukają, nie mogą znaleźć, "tato daj głos" mówi Córka Starsza. "No tato daj głos, bo nie możemy Cię znaleźć!". Jaśniemąż daje głos - Córki znajdują.
Radość pomieszana z lekkim fochem, bo się za dobrze tata schował.

Jaśniemąż liczy, Córki chowają się w sypialni, za zasłoną - no przecież! Taty nie mogły znaleźć, więc On ich też nie znajdzie... Proste!
Jaśniemąż znajduje Córki.
Radość pomieszana z fochem, bo jak to, "czemu nas tak szybko znalazłeś?!"

I tak w kółko i na okrągło...

Jaśniemąż liczy 10-ty raz... Córki 10-ty raz się chowają...
Jaśniemężowi już się nudzi (dlatego ja się z Córkami w chowanego nie bawię ;)))...
Kończy liczyć i zamiast szukać...

Jaśniemąż: Siaśka już?
Córka Młodsza: tiak!
Jasniemąż: a gdzie jesteście?
Córka Młodsza: tiu!!! 

I po zabawie... :D

A Matka sobie przypomniała, jak sama mając lat około 7-8, bawiła się w chowanego z koleżankami i kolegami, na podwórku wielkiego betonowego blokowiska...
Tam kryjówek było znacznie więcej, a wygrywał ten, kogo znaleziono jako ostatniego.
Matka była ambitnym dzieckiem, więc chcąc za którymś razem wygrać pokonała lęki i fobie, przesądy i zabobony i schowała się w... zsypie.
To hardcorowe pomieszczenie było zawsze owiane mgiełką tajemnicy (niesamowitość faktu, że z 11 pięter ludziska zrzucali śmieci, a one - robiąc przy tym nie mały hałas - wpadały do kontenera...) i mgiełką nieprzeciętnego smrodu. Dzieciarnia tam raczej nie wchodziła, bo w każdym momencie mogły polecieć z góry śmieci - łaaaaaaaaa!, śmierdziało - feeeeeee!, i można było spotkać Pana Żula - łaaaaaaaa!
Więc stoję ja tam sobie i słucham jak kolejno odklepują: Anię, Magdę, Michała, Julitę... itp.
W którymś momencie już wiem - WYGRAŁAM! Szukają już tylko mnie!
Długo to trwa i powoli popadać zaczynam w samozachwyt.
Napięcie rośnie.
Nagle szukający uchyla drzwi od zsypu i - nie wchodząc, bo strach przecież - wsadza lekko głowę i pyta: "Jest tam kto?".
A ja w tym samozachwycie, napięciu i poczuciu totalnej wygranej...
odpowiadam: "NIKOGO TU NIE MA"...

No cóż... Ale wygrałam :)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Piąte urodziny Córki Starszej - post zaległy.

Moja Córka skończyła 5 lat.

Matka pozostaje w stanie permanentnego szoku i niedowierzania...

Jak można tak szybko rosnąć? Czy ja się na to zgodziłam, czy ktoś w ogóle zapytał mnie o zdanie?!

Jak dni mogą tak szybko uciekać - mimo, że jeden do drugiego podobny w sposób obłędny...
Jak miesiące mogą tak podstępnie zamieniać się miejscami?
2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013 i już!

Dziecko, które było wyczekanym małym lokatorem mojej macicy...
Dziecko, które wyskoczyło z owej macicy nie czyniąc spustoszenia w matczynej psychice i fizyczności...
Dziecko, które odebrało mi moją wolność i zgniotło w małych piąstkach mój egoizm...
Dziecko, które pokochałam całym sercem - choć nie od razu, nie od początku, bo początki były trudne...
Dziecko, które okazało ślicznym noworodkiem, bystrym niemowlakiem i jeszcze bystrzejszym małym dzieckiem...
Dziecko, któremu chodzić się długo nie chciało, więc siedząc na małym tyłku ekspresowo nauczyło się mówić...
Dziecko, które mówi cały czas, nawet przez sen...
To Dziecko ma już 5 lat!

Kocham Cię Córko Starsza. Całym sercem.

LIPIEC 2008

LIPIEC 2009

LIPIEC 2010

LIPIEC 2011

LIPIEC 2012



 5 URODZINY Córki Starszej:

TORT 
- zrobiła Matka z Ciotką M.; 
dekorowała Córka Starsza 
gadżetami wybranymi przez siebie w fajnym sklepie dla cukierników ;)


 A w środku - tęcza :D
Przepis z Moje Wypieki - TUTAJ
(zrobiłyśmy więcej kremu i dodałyśmy dżem, coby mdłość przełamać:))

KONSUMPCJA:


















 MOJA 5-cio latka:








*Post zaległy, bo impreza urodzinowa była przed urodzinami, w nocy po imprezie urodzinowej jechaliśmy nad morze, a urodziny Córka Starsza obchodziła nad morzem... ;)


piątek, 26 lipca 2013

Ona

Zaczęło się zwyczajnie... na studiach. Ehm... 14 lat temu...
Potem zaczęło się jakby drugi raz - w pracy, 11 lat temu...
Następnie zaczęło się już tak naprawdę - w tej samej pracy, ale na wyższych szczeblach, 8 lat temu...

Było srebrne punto.
Były zakupy w osiedlowy sklepie o barbarzyńskiej 6 rano.
Była kawa o idealnym kolorze, parzona w czerwony ekspresie (wczesne rokokoko).
Były śniadania: świeże bułki z serkiem almette (z ogórkiem lub ziołowym - do dzisiaj to moje ukochane smaki).
Były setki wspólnych przekleństw (w pracy bez tego ani rusz...) i jeszcze więcej śmiechu...
Były wspólne decyzje o zmianie pracy: po raz pierwszy i po raz drugi.
Był porcelanowy aniołek dzieciorób i prawie rok mieszkania daleko od siebie.

Jest mieszkanie w miarę niedaleko.
Jest porozumienie totalne, takie bez słów.
Jest akceptacja, szacunek i wsparcie.
Jest tysiąc tematów do rozmów i kilka takich, o których można umiejętnie pomilczeć.

Jest pewność, że można zawsze na tą drugą osobę liczyć.

I mimo tego, że teraz to Ja częściej potrzebuję wsparcia lub pomocy - nie czuję się z tym źle.
Nie czuję się z tym źle, bo wiem, że Ona wie, że jeśli tylko będzie potrzebowała wsparcia lub pomocy - będę.

Tak jak nigdy nie szafowałam słowem miłość, tak i nigdy nie szafowałam słowem przyjaźń.

Ale to jest przyjaźń.
To niezwykle kojące uczucie - wiedzieć, że jest takie coś, co będzie trwało całe życie ( i nie jest to mąż ani dzieci :))

Dziękuję!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Szmatka z dzieciństwa

Matka zna kilka przypadków dzieci, które ukochały sobie "szmatkę" a nie pluszaka lub lalkę.
"Szmatką" może być kocyk, pielucha tetrowa, pielucha flanelowa, poszewka od poduszki...

Córka Starsza urodziła się w gorące letnie dni, więc Matka wyposażyła noworodka w mały leciutki kocyk z czystej bawełny. Bez polarów itp... Był kremowy, z wyszytym brązową nitką króliczkiem.
Matka swego noworodka tym kocykiem otulała, przykrywała... Z noworodka zrobił się niemowlak, a kocyk był w użyciu nadal. Z niemowlaka zrobiło się małe dziecko, które absolutnie pod tym kocykiem się nie mieściło - ale kocyk musiał być. Totalny MUST HAVE!
Gdy Córka Starsza osiągnęła wiek około 1,5 roku i na maksa rozkręcała się z gadaniem, ochrzciła ów kocyk "MOCHO" - było to piękne imię oznaczające: "moje kochane".
MOCHO towarzyszył nam zawsze i wszędzie upchnięty w matczynej torebce lub w plecaczku specjalnie na ten cel przeznaczonym. MOCHO zwiedził z nami niejedną galerię handlową, mnóstwo się naspacerował, poodwiedzał sporo ludzi.
MOCHO powoli nabierał kolorów: a to plama po dżemie, a to po kakao, w jednym rogu ślady po czekoladzie, w innym po herbacie.
Miał MOCHO taki moment w swym życiu, że bał się prania (konkretnie Córka Starsza się bała, żę MOCHO się może bać prania w pralce). Wówczas Matka wyjmowała MOCHO ze śpiących rączek Córki Starszej, prała, suszyła, po czym odkładała do łóżka dziecka.
Raz jeden zdarzyła się historia mrożąca krew w żyłach - MOCHO się zgubiło. Wracaliśmy skądś wieczorem, Córka Starsza zasnęła w aucie. Jaśniemąż przeniósł ją śpiącą do łóżka, Matka ją śpiącą rozebrała, przykryła kołderką (bo to zima była). Dziecko spało, a my już już witaliśmy się z gąską (z wolnym wieczorem w sensie) - gdy nagle padło pytanie: gdzie jest MOCHO?
Po pół godzinie buszowania w aucie, w torbach, które mieliśmy ze sobą, w końcu po przeczesaniu z latarką ośnieżonej drogi z auta do domu - MOCHO się znalazł w śniegu koło samochodu... Uf!
MOCHO poddał się upływającemu czasowi - mówiąc wprost: czas go posunął w stronę stanu: dziura na dziurze. Wówczas niezbędna była Babcia Grażynka, bo Matka to przecież nie potrafi porządnie zacerować MOCHO. Babcia więc przyjeżdżała z nićmi (lub MOCHO jechało do Babci) i cerowała, łatała - jak się tylko dało.
Córka Starsza osiągnęła wiek lat 3, MOCHO przechrzciła na MONIO (nie wiem nawet czemu i jak się to stało...). MONIO rozpoczęło wraz z Córką Starszą edukację przedszkolną, najpierw było ściskane cały czas, potem leżało w przedszkolnej półeczce Córki. MONIO był idealnym towarzyszem zabaw wszelakich - potrafił bowiem dostosowywać się do potrzeb: mógł być kocykiem na pikniku, obrusem, sukienką, hamakiem dla lalek, welonem... Wielofunkcyjny i niezastąpiony.
Dopiero około pół roku temu MONIO zakończył swoją edukację w przedszkolu i zajął się tylko i wyłącznie leżakowaniem w łóżku i czekaniem na Córkę Starszą kładącą się do snu.
MONIO jest teraz tylko do spania. Tylko, czy aż - ciężko stwierdzić obiektywnie. Musi być do spania i już.

Gdy na świat przyjść miała Córka Druga - Matka kupiła podobny kocyk i dla niej. Córka Druga nie ukochała go sobie jednak. Nie uochała sobie też żadnego pluszaka, lali, pieluchy itp...
Ale oto od dwóch dni ciągnie za sobą różową szmatkę...
Róż nieco wyblakły, 100% bawełny...
Są to spodnie od piżamy Córki Starszej.
"Moje moje" mówi Córka Druga.
A jeśli ona z tymi gaciami do przedszkola będzie chciała za rok pójść???

niedziela, 26 maja 2013

Dzień Matki mojej Mamy

moja Mama i ja


"Kochana Mamo, gdy będę duży,
to Ci przywiozę małpeczkę z podróży.
Długim ogonkiem to zwinne zwierzę
będzie za Ciebie zmywać talerze."
M. Szypowska

Od kilkunastu lat tym właśnie wierszykiem życzę Ci Mamo wszystkiego z okazji Twojego Święta.

Moje macierzyństwo jest intuicyjne, na wyczucie i z miłością przeogromną. Mam świadomość, że niemal wszystkie podejmowane przeze mnie decyzje i działania zaważą na przyszłości moich dzieci. Na plus lub minus - ciężar odpowiedzialności bywa przygniatający.
Czy moje macierzyństwo jest wystarczająco dobre? Mam ogromną nadzieję, że tak...

Czy można zweryfikować po latach wychowawczego trudu, czy było się dobrą mamą?
Wymyśliłam sobie, że tak, że można.
Trzeba się tylko przeglądnąć - jak w lustrze - we wspomnieniach swojego dziecka. Wspomnienia to przecież to, co chowamy w sercu jak najcenniejszy skarb, jak pamiątkę - odzwierciedlają więc wszystko to, co było (i jest) dla nas ważne.

Moje wspomnienia - dla Ciebie Mamo spisane:

1. Słoik z kompotem truskawkowym domowej roboty.
Miałam chyba 6 lat, jeździłam na rowerze (umiejętność w miarę świeża) wokół wielgachnej piaskownicy stojącej po środku osiedla z wielkiej płyty. Wypitkałam się na tym rowerze wpadając w filmowy wręcz poślizg. Krew z nosa chyba była, na pewno były zdarte kolana.
Mama utuliła, doczyściła, a potem przyniosła z piwnicy słoik z kompotem truskawkowym. Wypiłam kompot, zjadłam truskawki.
Smak pamiętam do dziś.

2. Dwie książki.
Pamiętam pierwszą i drugą książkę, które dostałam od Mamy. "Plastusiowy pamiętnik" i "W państwie podziemnego gnoma". Ta pierwsza była pierwszą, którą przeczytałam zupełnie samodzielnie. Tą drugą kupiłaś mi Mamo na wycieczkę szkolną (w II klasie podstawówki), żeby mi się nie nudziło - pamiętam, że przeczytałam ją w dwa wieczory, a wycieczka była chyba 6-cio dniowa.
Dziękuję Mamo, za pasję, którą mnie zaraziłaś i którą teraz możemy dzielić!

3. Wata cukrowa.
Takie czasy cudowne były, że żeby kupić watę cukrową wystarczyło wyjść z bloku... Oczywiście nie codziennie, ale raz na jakiś czas rozklekotanym wózkiem przyjeżdżał na osiedle Pan, który sprzedawał watę cukrową na patyku. Siostra ma młodsza strasznie marudziła chyba o tą watę, bo zrobiłyśmy jej kawał - nawinęłyśmy na jakąś drewnianą łychę zwykłą watę... Mina siostry - bezcenna, a mnie bolał brzuch ze śmiechu...

4. Wakacje w górach.
U Dziadka ulubionego, u Twojego, Mamo, taty. Wszystko było tam piękne. Nawet Ciotka Zośka z jej oszałamiającą - jak na tamte czasy - kolekcją butów. Najfajniejsze zaś było to, że pozwalałaś mi chodzić samej do sklepu na poranne zakupy. Z koszykiem. Po świeże bułki i serek homogenizowany waniliowy.

5. Prawdziwy plecak z prawdziwej skóry.
Miałam lat 15-ście i chodziłam do I klasy LO. Modne wówczas były bardzo plecaki skórzane w kształcie teczki - można je było nosić na plecach lub w ręce za uchwyt. Bardzo wyraźnie mam w pamięci naszą (tylko ja i Mama) wyprawę na Rynek Główny, przegląd wszystkich możliwych plecaków na wszystkich możliwych stoiskach - i w końcu zakup tego pięknego wymarzonego. Wiem, że nie był tani - pewnie wtedy nie potrafiłam tego docenić w sposób wystarczający (ale nie wymagajmy za dużo od 15-sto letniej gówniary;)).
Plecak mam do dzisiaj. Wciąż pachnie intensywnie - jakbyśmy kupiły go wczoraj.

6. Zupa koperkowa z wkładką.
Miałam lat 23. Spędzałyśmy czas we dwójkę na działce, czytałyśmy, gadałyśmy, piłyśmy kawę... Mama zupę zrobiła z własnych warzyw, koperkową - z własnego koperku. Zjadłyśmy, choć dziwnie w zębach chrzęściła. Na dnie talerzy dopatrzyłyśmy się przyczyny chrzęszczenia - jakiś miniaturowych robaczków. Bleeech! Śmiałyśmy się do łez!

7. Łapserdak.
Nie pamiętam, kiedy przeczytałyśmy o Łapserdaku po raz pierwszy. Pamiętam za to, potoki łez ze śmiechu za każdym razem, gdy do Łapserdaka wracałyśmy. Łapserdak jest jednym z bohaterów książki Kornela Makuszyńskiego "O dwóch takich, co ukradło księżyc". To taki piec, żyjący w skrajnie ubogim Zapiecku, który uśmiecha się przez sen. Ludzie myślą, że może śni mu się kiełbasa, choć to przecież mało prawdopodobne, bo Łapserdak po prostu nie wie co to kiełbasa... (książka u mamy -stąd brak porządnego cytatu).

Są jeszcze w mojej głowie: sukienki, które nam szyłaś; przyjęcia urodzinowe; spacery po działkach; robienie biżuterii z nasion jakiejś dziwnej rośliny; papugi wymalowane na balkonie... Jest jeszcze wiele innych - nie sposób spisać ich wszystkich. Wszystkie te wspomnienia są ciepłe, mają smaki i zapachy, za którymi tęsknię.

Byłaś i jesteś dobrą Mamą!
Najpiękniejsze zaś jest to, że wciąż tworzymy nowe wspomnienia!

A teraz ja jestem Mamą.
Na razie chowam wspomnienia moich Córek do dwóch walizek.
Śpioszki, w których przywiozłam je ze szpitala, pierwsze smoczki, pierwsze grzebyczki, pierwsze obcięte włoski, ukochane grzechotki, sukienki z I urodzin, pierwszy balon, pierwsze kasztany, pierwsze rysunki...
A za dwadzieścia lat zapytam moje dzieci o wspomnienia, które one schowały w swoich sercach.

wspomnienia Córki Starszej
wspomnienia Córki Młodszej

piątek, 17 maja 2013

Zakochana Córka Starsza - AKTUALIZACJA

Na zakupach byłyśmy, spożywczych. Córka Starsza wypatrzyła, że do serków truskawkowych doczepka jest w postaci naklejek ze Scooby Doo - wrzuca do kosza.

Matka: a po co nam to? (tych akurat serków nie lubi)
Córka Starsza: bo naklejki są...
Matka: ale przecież Ty nie lubisz Scooby Doo...
Córka Starsza: ale Szymon lubi i mu je dam
Matki: jaki Szymon?
Córka Starsza: ten w którym jestem zakochana.... (boszeee, znowu ten maślany wzrok)
Matka: przecież w Karolu jesteś zakochana... (no mówiła przecież)
Córka Starsza: jestem zakochana w dwóch po prostu... (ratunku!)
Matka: dlaczego w dwóch?
Córka Starsza: bo Karola kocham, ale on nie chce się we mnie zakochać...
Matka: przejmujesz się tym? 
Córka Starsza: no co ty mamo, nie ma się czym przejmować. Zakochałam się jeszcze w Szymonie, bo on jest dla mnie miły...

Osiwieję! 
www.art-madame.pl

wtorek, 14 maja 2013

Zakochana Córka Starsza

Po odebraniu Córki Starszej z instytucji państwowej zostałyśmy jeszcze chwilę na przedszkolnym placu zabaw.
 Córki się ganiają, zjeżdżają, huśtają... 
Z przedszkola wychodzą kolejne dzieciaki z rodzicami. 
W którymś momencie Córka Starsza staje i macha i się drze: "heeeej Karol". Matka patrzy na nią podejrzliwie, bo to dla niej zachowanie nietypowe (typ cichy i skryty w stosunku do ludzi). A tu - zero krempacji, uśmiech dookoła głowy niemalże i prawie rumieniec na policzkach...
Ki cholera?!
Rzeczony Karol odmachuje i też się drze: "a co ty tu robisz?". Na co Córka Starsza rezolutnie odpowiada: "no jestem tu".

Karol odjechał z matką swą, a Córka Starsza tako Matce rzecze: "mamo, bo to taki mój książę jest... ale nie mogę mu powiedzieć, że go kocham...". Matce przybywa w sekundzie lat i siwych włosów, ale zachowuje zimną krew i pyta Córkę: "dlaczego nie możesz?". Córka odpowiada, że przecież słyszałam co powiedział... Matka jej na to, że słyszałam tylko jak spytał co tu robi. Córka Starsza mówi: "no właśnie" i temat się ucina...

Matka sprawdziła w prywatnych archiwach i znalazła swą notatkę z dnia 25 września 2012:
Dialog z (wówczas) 4-letnią córką:
Córka Starsza: mamo naszyjnik mam, ale bransoletki nie mam (wylansowała się do przedszkola w różowej biżuterii ;))
Matka: a gdzie jest bransoletka?
Córka Starsza: Karol mi złamał, ale to nic nie szkodzi, bo ja się w nim zakochałam...
Matka: ale jak to się zakochałaś?
Córka Starsza: no jak leżeliśmy na podusiach, a on łobuzował, i potem jak wstawał to ja się w nim zakochałam...


W świecie, w którym rozpada się co czwarte małżeństwo i w cholerę związków dorosłych ludzi - zakochanie Córki Starszej w obiekcie zwanym "Karol" trwa już prawie rok...
A mają po lat 5 (prawie)... 

No właśnie... ;)
www.art-madame.pl

AddThis