Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2015

Gry wstępne

Wstępów do książek prawie nikt nie czyta. 
Niewielu czyta słowo od naczelnego, czyli tzw. wstępniak w gazecie zwanej magazynem luksusowym lub Galą tudzież inną Vivą. 
Więcej uwagi poświęcamy zakończeniom.
Delektujemy się ostatnim dialogiem, monologiem i słowem w książce.
Przeżywamy  ostatnie strony w gazecie niczym stonka wykopki (co w przypadku stonki jest uzasadnione, bo wykopki to ewidentny koniec epoki ziemniaka w polu).

piątek, 30 sierpnia 2013

Erotyk

Przyszedł.
W jeansach i t-shircie.
Przyniósł ze sobą powiew czegoś świeżego, nowego.
Zrobiłam kawę: parzoną, w filiżance, z pralinką na spodeczku (czekoladową, z cytrynowym wnętrzem).
Wsypał dwie łyżeczki cukru, energicznie wymieszał.
Wypił zachłannie - mimo, że z pewnością parzyła go w usta.
Wypił zachłannie, bo przecież czasu tak mało.
Wypił zachłannie, bo w końcu nie na kawę tu przyszedł.

Córki tymczasem zjadły śniadanie, ale tak jakoś... byle jak.
Lekko skrępowane Jego obecnością... Zwykle mama jest przecież tylko dla nich, a dzisiaj... On!
Posadziłam Córki na kanapie, włączyłam im bajki - przepadły w świecie magicznych zdarzeń i postaci. 

Zaczęło się.
Starał się być cicho...
Starał się stanąć na wysokości zadania...
Starał się spełnić pokładane w nim oczekiwania i nadzieje.

Skończył gwałtownie, szybko.
Wcześniej zawsze trwało to dłużej...
Ale przecież... nie ważne jak długo, jak intensywnie - ważne z jakim efektem...
Efekt był... bardziej niż zadowalający.

Wyciągnął swą dłoń w mym kierunku...
Nie pozostało mi już nic innego...
Oto nadszedł moment zapłaty...

Wręczyłam mu 200 zł i zamknęłam za nim drzwi.

Przegląd pieca zrobiony, można zacząć sezon grzewczy.



wtorek, 20 sierpnia 2013

Męska końcówka

Kobieto, jeżeli posiadasz w domu męża / narzeczonego / konkubenta / chłopaka, to najprawdopodobniej posiadasz również w domu... męską końcówkę.
Tak na 90% ją w domu masz. Nie na 100%, bo wiadomo - wypadki chodzą po ludziach, nie wszyscy są tacy sami, generalnie: różnie to bywa...
Jeżeli posiadasz w domu chłopa, a wraz z nim męską końcówkę - to najprawdopodobniej owa męską końcówka często widywana jest w... lodówce.
Najprawdopodobniej oczywiście - tak w około 80% przypadków. Nie na 100%, bo wiadomo - różnie bywa, ludzie są różni, chłopy różne, a męską końcówkę można też zobaczyć w: łazience, na salonach, w szafkach kuchennych, na kuchence, a nawet w piekarniku...

Ja osobiście chłopa w domu - w osobie Jaśniemęża - posiadam.
Męska końcówka atakuje mnie nieprzerwanie od lat 11 - bo tyle razem mieszkamy.
Najczęściej dopada mnie w kuchni, rzadziej w łazience, sporadycznie w sypialni i salonie.

Przyznam szczerze do bólu - męska końcówka mnie irytuje swym panoszeniem się po domu.
11 lat i wciąż się do tej męskiej końcówki przyzwyczaić nie mogę.
Wciąż mnie zaskakuje jej obecność. Irytuje mnie jej widok, często również smak...

Matka: dlaczego nie wyrzuciłeś kartonu po mleku, tylko mi pusty w lodówce zostawiasz?
Jaśniemąż: no przecież nie jest puste - końcówka została...
(no faktycznie - łyżkę stołową mleka można by wycisnąć z tej końcówki)

Matka: dlaczego opakowania po serku nie wrzuciłeś do zlewu, tylko wstawiłeś pusty pojemnik do lodówki?
Jaśniemąż: przecież nie będę jedzenia wyrzucał - końcówka jest.
(tak - na kromkę dla krasnoludka)

Matka: czemu w lodówce stoi wielka miska z plastrem ogórka kiszonego i ćwiartką pomidora?
Jaśniemąż: końcówka sałatki.
(ciekawe kto ją doje, tę końcówkę...)

Matka: a rolki po papierze toaletowym to nie łaska wyrzucić?
Jaśniemąż: przecież tam jest jeszcze końcówka papieru...
(tia tia - w/w krasnoludek by mógł ewentualnie użyć do wytarcia krasnoludkowego tyłka... )

No męska końcówka po prostu...

poniedziałek, 22 lipca 2013

Chciałam mu zrobić dobrze...

Tak prosto z mostu Wam napiszę:
chciałam Jaśniemężowi dobrze zrobić.

Ciężko chłopina pracuje rok cały, żeby nas utrzymać nad powierzchnią wody i kredytu.
Umęczony, zestresowany, ze znikomą ilością czasu wolnego.

Właśnie zaczął urlop! Należałoby to uczcić? Należałoby.

Przygotowywałam się do tego dnia już od soboty.
Obmyśliłam plan. Wybrałam się na zakupy.
Kupiłam wszystko, co do zrealizowania planu było mi potrzebne...
Najwyższa jakość - należy mu się w końcu!

No i nadszedł ten dzień, zwany dalej poniedziałkiem - Jaśniemąż oficjalnie rozpoczął wyczekany urlop.

Czas przystąpić do realizacji planu.

Córki zjadły zupę.
Córkę Młodszą położyłam do spania - udało się, śpi!
Córkę Starszą oddelegowałam do zabaw z Koleżanką zza płota - przeszkadzać nie będzie!

Wcześniej umyłam, namoczyłam... wszystko co trzeba.

I stanęłam przed Jaśniemężem prezentując swe zamiary.

A Jaśniemąż na to: "wolałbym coś lżejszego"

I CO JA MAM ZROBIĆ?!

I nie chodzi mi o obiad - zrobiłam mu na szybko makaron z łososiem i szpinakiem.
Chodzi mi o tą fasolkę, którą umyłam i namoczyłam.
Fasolkę po bretońsku mu chciałam zrobić, z najwyższej jakości kiełbasą...


poniedziałek, 8 lipca 2013

Nakryłam go!



Od jakiegoś czasu coś się działo…

Kobiety wielu przełomowych odkryć dokonują w łazience. Nie byłam inna. Myłam zęby, spoglądałam w lustro i po prostu to czułam… Coś było nie tak.

Wstawałam rano. Schodziłam na dół. Nastawiałam wodę na kawę. Szłam do łazienki. Myłam te zęby spoglądając w to lustro i… wiedziałam. Kobieca intuicja? Szósty zmysł? Nie wiem. Ale każdego dnia zyskiwałam coraz więcej pewności, że coś jest na rzeczy, coś się nie zgadza…

Niby wszystko było w porządku. Niby nic się nie zmieniło. Niby świat się dalej toczył swoim rytmem poranków, środków dnia, wieczorów i nocy. Niby, niby, niby… A ja czułam gorzki smak w ustach, który nie wróżył niczego dobrego.

Pozornie wszystkie rzeczy i sprawy pozostawały na swoim miejscu. Było zwyczajowe dzień dobry, były rozmowy telefoniczne, były kanapki i obiady do pracy (albo nie było – zwyczajowo). Były zabawy z dziećmi. Były drobne sprzeczki i dobry seks.
Zwyczajnie. Gdyby nie ten niepokój kiełkujący gdzieś w środku, po cichu, pomału, z gorzkim smakiem w tle…

Aż zdarzył się taki dzień, gdy On był jeszcze w domu, a Ja już wstałam. Zeszłam na dół, nastawiłam wodę na kawę. On był w łazience, sądząc po odgłosach – golił się. Szłam do łazienki z myślą, że sobie chwile porozmawiamy rano, bez dzieci – tak rzadko nam się to teraz udaje…

Weszłam. Zamarłam. Nakryłam Go.

W jednej ręce miał moją szczoteczkę do zębów, a w drugiej swoją maszynkę do golenia.

JA: co ty robisz? – niemal krzyknęłam.
ON: no czyszczę sobie maszynkę…
JA: moją szczoteczką?!
ON: a to ty tej używasz??

Nooooo!
To stąd ten gorzki smak w ustach!

sobota, 22 czerwca 2013

Cycki i chmury

Krótka opowieść ta
wątki ma dwa.

Wątek główny: 
Jaśniemąż od kwietnia kładzie płytki na tarasie. I oto - po dwóch miesiącach męczarni i narzekań (bo czasu brak totalny, bo płytki sobie Matka wybrała wąskie i podłużne - "wiesz jak ciężko to cholerstwo wypoziomować?") - SKOŃCZYŁ. Wczoraj odbyło się fugowanie.
Wiecie jaka jest najgorsza robota świata? Domywanie płytek po fugowaniu! To Matka już woli okna myć... Fugi domywać trza na kolanach, z gąbką lub innym czyściwem w dłoni, z pasją i mocą...

Wątek poboczny:
Jakiś czas temu u sąsiadów za siatką kładli kostkę brukową (Matka się wówczas nasłuchała... TU można poczytać). Kostka była położona jako podwalina pod wiatę. I oto nadszedł ten dzień - wczoraj drewno na wiatę przywieziono...

Dzisiaj - dzień, w którym wątki się przeplotły.
godz. 6:03
Panowie od wiaty odpalili piłę spalinową (czy jakąś inną, głośną jak jasna cholera w każdym razie). Postawili na nogi Matkę oraz Córkę Młodszą. Córka Starsza jeno się dupskiem do okna okręciła i spała do 9:30 (ta to ma dobrze... :)).
godz. 10:00 
Matka oporządziła Córki obie: ubrane, uczesane, siedzą i jedzą śniadanie (Starsza pierwsze, Młodsza drugie). No to już teraz nie ma zmiłuj, już żadna wymówka Matki nie uchroni... Matka bierze gąbki, czyścidła, michę z wodą i sru na taras - domywać płytki po fugowaniu.
Matka domywa na kolanach klęcząc, klnie w myślach, raz na jakiś czas spogląda na coś co było jeszcze chwilę temu paznokciami... Eh! Upał, żar się z nieba leje... Eh!
Panowie za siatką też klną - tylko oni na głos. Piłują, stukają młotkami, wiercą wiertarką - hałasują bardziej niż Córki (o - można? można!).
I nagle Matkę jakaś taka cisza atakuje.
Jak się jest matką - to wiadomo, cisza nic dobrego nie oznacza. Matka wsadza głowę do domu - ale nie, Córki siedzą przy stole i konsumują. Wszystko ok.
Pewnie się Matce ta cisza przesłyszała...
Wraca więc Matka do szorowania płytek. Szoruje... I nagle przebłysk jakiś - cisza jest, bo Panowie w robotach swych ustali... Matka głowę podnosi, a tam... 4 pary męskich oczu wlepione w... No właśnie - w co? Panowie o pogodzie rozmawiają: "o patrz Zdzichu jakie chmury idą ze wschodu, pewnie burza będzie", po którym to komentarzu - wracają do roboty. Matka się ogląda za siebie - na wschód. Niebo błękitne, ani kurde jednej chmurki.
I w tej chwili do mózgownicy matczynej dociera, że się Matce w cycki gapili...
Odwrócić się dupą?
E nie... to już niech lepiej te chmurocycki kontemplują .








AddThis